Site production by
//webstudio4u.com//
©2002-2003



..:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':..
Grudzień 2002

..:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':..

Rok pełen rocznic.

Nadchodzący rok 2003 będzie wyjątkowy w historii naszego miasta. Obok najważniejszej rocznicy związanej z 700 leciem powstania Grodziska, będziemy obchodzić inne, związane z działającymi w mieście organizacjami i stowarzyszeniami, a nawet z ważniejszymi wydarzeniami.

Przyjmując oficjalnie, że nasze miasto powstało w 1303 roku, tak naprawdę przyjęliśmy datę umowną opartą nie na dokumencie lokacyjnym, który zaginął, a na dokumencie, z którego jasno wynika, że w ówczesnym Grodzisku istniały instytucje świadczące o posiadaniu praw miejskich. Tak więc drodzy mieszkańcy Grodziska z całą pewnością mieszkamy w mieście starszym niż sądzimy, które śmiało można zaliczyć do najstarszych w Wielkopolsce. Można przypuszczać, że jako ośrodek miejski powstaliśmy w latach 1280-1303. Tak , czy inaczej świętowana oficjalnie w roku 2003 rocznica 700 lecia Grodziska, będzie najważniejszą uroczystością nadchodzącego roku.

Mało kto pamięta, że 2 listopada 1593 roku Jan z Ostroroga, ówczesny właściciel miasta, stworzył podwaliny prawne pod budowę nowego miasta, które zlokalizował w obrębie dzisiejszego Placu Powstańców Wielkopolskim, nazywanego jeszcze przed wojną Nowym Rynkiem. Intencją twórcy nie było tworzenie osobnego organizmu administracyjnego, ale jedynie stworzenie dogodniejszych warunków do życia mieszkańców, stłoczonych dotychczas w obrębie starego miasta i ograniczonego dodatkowo fosą. Z czasem nowe miasto stało się miejscem chętnie zamieszkałym przez Niemców wyznania ewangelickiego, a wybudowany w 1788 zbór jeszcze bardziej utrwalił tą tendencję. Łatwo zatem obliczyć, że w przyszłym roku ta część Grodziska obchodzić będzie 410 rocznicę powstania.

Powstała w latach 1891/1893 Ochotnicza Straż Pożarna w Grodzisku obchodzić będzie w przyszłym roku oficjalnie 110 rocznicę powstania. Powstała dla obrony miasta i jego mieszkańców przed skutkami pożarów, dzisiaj spełnia wiele innych funkcji wynikających z zagrożeń jakie niesie ze sobą rozwój cywilizacyjny. Warto pamiętać, że jej członkowie zawsze byli i są gotowi narażać własne zdrowie i życie dla ratowania innych.

Taki sam jubileusz 110 rocznicy powstania obchodzić będzie w nadchodzącym roku Dom Zakonny Sióstr Elżbietanek w Grodzisku. Sprowadzone przez ówczesne władze miasta siostry zakonne miały stanowić fachowy personel dla powstającego szpitala fundacji Rudolfa Mossego. Warto w tym miejscu dodać, że w takim właśnie charakterze siostry pracowały w grodziskim szpitalu do początku lat pięćdziesiątych.

W 1903 roku powstało w Grodzisku Towarzystwo Gimnastyczne Sokół - Gniazdo Grodzisk, którego członkowie pielęgnowali zarówno tradycje patriotyczne, ale również potrafili wprowadzać w życie ponadczasową dewizę, że w zdrowym ciele, zdrowy duch. Rozwiązana tuż po drugiej wojnie światowej organizacja w przyszłym roku obchodziłaby swoje 100 lecie istnienia.

Swoje 30 lecie działalności w przyszłym roku obchodzić będzie Towarzystwo Miłośników Ziemi Grodziskiej, skupiające w sobie ludzi, którym szczególnie bliska jest historia i tradycja naszego miasta. Wiele lat organicznej pracy, zaowocowało licznymi inicjatywami oraz zrealizowanymi pomysłami.

W przyszłym roku 20 lecie istnienia świętować będzie również Cech Rzemiosł Różnych w Grodzisku, zrzeszających rzemieślników z terenu całego powiatu. Ta wyjątkowa organizacja powstała na gruncie wielowiekowej tradycji rzemieślniczej Grodziska oraz okolicznych miejscowości odegrała ogromną rolę integracyjną podczas tworzenia powiatu grodziskiego. Nadal aktywna, potrafi inicjować wiele pomysłów samorządowych oraz gospodarczych.

Swoją 10 rocznicę reaktywowania obchodzić będzie ponadto Kurkowe Bractwo Strzeleckie w Grodzisku. Ta najstarsza organizacja w mieście, powstała w 1646 roku z inicjatywy ówczesnego właściciela miasta Aleksandra Opalińskiego, być może znajdzie stosowną okazję, aby ponownie zaistnieć w mieście.

Nietrudno zauważyć, że nadchodzący rok pełen będzie okazjonalnych rocznic i uroczystości. Jeśli do tego wszystkiego dodamy doraźne imprezy, to niewątpliwie mamy okazję stworzyć rok wyjątkowy w historii naszego miasta, rok na miarę 700 lecia Grodziska.

Dariusz Matuszewski

..:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':..

Grodziski alpinista!

Tak często czytamy, słyszymy o ludziach, którzy odeszli, a zapisali się w historii Grodziska. Także wśród żyjących mamy wiele ciekawych postaci tworzących współczesne dzieje.
Jednym z nich to znany chyba mieszkańcom Grodziska pan Henio Ławniczak, dawny kościelny (mieszkający w zabytkowym domku z 1777 r. przy kościele farnym, dziś już mocno zmodernizowanym).

Pan Henio grodziszczanin z urodzenia, tutaj uczęszczał do szkoły podstawowej, edukację zawodową pobierał u mistrza kowalstwa artystycznego, pana Jana Puscha (też ciekawa postać, jego dziełem są m. in. Ozdobne kraty nagrobkowe, opłotowanie cmentarza, metalowa sztukateria w postaci kinkietów, żyrandoli, balustrady w kościele poewangelickim wykonanych przy czynnym udziale p. Henia). W swoim życiu zajmował się różnymi pracami od konserwacji poprzez renowację aż do trudnych prac ślusarskich, rzeźbiarskich a nawet muzycznych. Człowiek wszechstronnie uzdolniony artystycznie.

Najdłużej związany był z kościołami grodziskimi, zaczął jako ministrant w farze a potem pracował jako kościelny za czasów ks. Proboszcza Czesława Tuszyńskiego, którego wspomina bardzo życzliwie jako swojego opiekuna i patrona. Pan Henio zainteresowany jest historią Grodziska, a szczególnie zabytkami sakralnymi. Uczył się szacunku dla zabytków od "Dziadka" pana kościelnego, Józefa Krakowskiego i ks. Proboszcza Tuszyńskiego.
Doskonale zdrowie, brak lęku wysokości, czynią go prawdziwym "alpinistą". Wtedy, gdy trzeba wykonać prace na dużej wysokości, niezawodny okazuje się p. Henio.

Wielokrotnie wchodzi na szczyt wieży klasztornej, a nie jest to łatwe. Wieża ma ponad 40 metrów wysokości. Jej barokowe hełmy nie ułatwiają wspinaczki. Przedmiotem troski p. Henia jest metalowa gwiazda o średnicy 205 cm i wadze około 65 kg z inicjałami na środku JHS będącymi skrótem Jezus Chrystus Salvator (Zbawca, Zbawiciel). Owa olbrzymia gwiazda zatknięta jest na metalowym pręcie osadzonym na miedzianej kuli o średnicy około 60 cm. W tylko sobie wiadomy sposób p. Henio przywiązuje drabiny wokół wielkiego hełmu i wspina się wciąż wyżej przywiązując drabinę do kolejnego hełmu i wreszcie po linach dociera do iglicy. Jest to widok mrożący krew w żyłach. Samotny człowiek, bez asekuracji, zawieszony między niebem a ziemią. Do ubrania ma przywiązane kieszenie z narzędziami. Jest z daleka tak maleńki, że nawet przez lornetkę trudno go rozpoznać. Tę karkołomną wspinaczkę pokonywał wielokrotnie. Najpierw jako młody chłopak w latach pięćdziesiątych, zdjął starą skruszałą gwiazdę, odtworzył ją wspomniany p. Jan Pusch, a zainstalował na nowo p. Henio. Była pomalowana na czarno a środek wypełniały błyszczące litery JHS. Ta gwiazda przetrwała prawie pięćdziesiąt lat. Jest rok 2002 i znów p. Henio wchodzi na wieżę (widziałem to przez lornetkę), nie jest już młodzieńcem, ale starszym człowiekiem, który wciąż świetnie radzi sobie ze wspinaczką. Wielokrotnie wchodzi na górę i schodzi, odmontowuje metalowy kolos i spuszcza (sam!) na linach.

Gwiazda wymaga szczególnego remontu, jest zniszczona, kruszy się. Dzieła wykonania nowej gwiazdy (wg starego wzoru) podejmuje się zasłużony dla Grodziska "Growag". To Jego ludzie tworzą nowe dzieło z miedzi. I znów nasz "alpinista" jak przed 50 laty (pamięta to mój ojciec) wspina się na wieżę, ciągnąc olbrzymią gwiazdę, pokrywa ją (już na szczycie) farbą ochronną o kolorze i połysku złota. Efekt jest wspaniały, szczególnie błyszczy w słońcu jak szczere złoto. Znów na dziesiątki lat będzie zdobiła miasto i przy sprzyjających wiatrach obracała się wokół swej osi na wszystkie strony świata.

Prace na klasztorze to nie jedyny wyczyn naszego "alpinisty". Zajmują go też stare wieżowe zegary (ich tajemnice zgłębiał u zegarmistrza p. Stanisława Jakubowskiego, którego wspomina bardzo sympatycznie). Leczył zegary na klasztorze, na kościele poewangelickim, na miejskim ratuszu (przed zamontowaniem elektrycznego).

Również fara jest świadkiem jego niezwykłych wyczynów. Kilkakrotnie wyprawia się na szczyt największej kopuły, by "ratować" Św. Floriana. Do ręki Świętego przymocowuje proporczyk (wykonany przez wspomnianego J. Puscha), później montuje pióropusz do hełmu i rękę z tarczą, które urwały się od starości. W ostatnim czasie korzystając z zabezpieczeń przy remoncie dachu maluje Św. Floriana "złocistą farbą" i Święty w słoneczne dni widoczny jest aż na obrzeżach miasta. Na mniejsze kopuły wróciły krzyże (zrekonstruowane wg starych wzorów zachowanych przez p. Henia). Materiał w postaci miedzianej blachy dał p. Józef Glapa (który swój warsztat ma w dawnej pracowni p. J. Puscha), a artystycznej obróbki dokonali Panowie z "Growagu" i znów p. Henio wspiął się pod niebo, by zamontować krzyże, które zdobią kopuły fary. A na wieży lśni w słońcu pozłacana kula, starannie odczyszczona przez naszego alpinistę.

Nie ma wieży w Grodzisku, na której nie byłby p. Henio. Dotarł również na szczyt wieży kościoła poewangelickiego, zawieszony na szczycie dokonał naprawy liści i kurka, który później został zastąpiony przez krzyż.

Kiedy będziemy szli ulicami Grodziska oderwijmy wzrok od ziemi, spójrzmy w niebo na szczyty historycznych budowli i pomyślmy, że dotarł tam człowiek, dokonał wielu napraw, by ocalić od zniszczenia zabytkową sztukaterię w trosce o zachowanie jej dla przyszłości.


Opracował na podstawie wywiadu
Andrzej Chróst

..:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':..

KIEROWNIK POCIĄGU "GRODZISK"

Wywiad z Henrykiem Szymańskim - nowym burmistrzem Grodziska.

"KPG": - Jak wygląda Grodzisk z perspektywy ratusza?

H. Szymański:- Miasto, które zastałem jest ciemne, pogrążajaco szare, w jesienno - zimowej aurze. Moim pragnieniem jest, aby uporządkować i ukwiecić je od następnej wiosny. Przez ostatnie lata pracując w Nowym Tomyślu przyzwyczaiłem się do czystości na ulicach oraz kwiatów i trawników podnoszących atrakcyjność miasta. Zresztą Nowy Tomyśl stał się dla mnie swoistą drugą "Małą Ojczyzną", której sprawami żyłem. Szczególnie w okresie ostatniego roku, kiedy to wykonywałem poważną inwestycję, jaką była stacja uzdatniania wody. Mam jednak sympatyczne odczucia, co do pracy w nowotomyskich wodociągach. Postawa burmistrza Henryka Helwinga, z którym współpracowałem jest dla mnie osobiście wzorem do naśladowania jak należy kierować miastem.

- Panie burmistrzu, jak wyglądają pierwsze dni pańskiej pracy na nowym stanowisku?

-Urzęduję w ratuszu dopiero tydzień, staram się zapoznawać z sytuacją. Spotykałem się z pracownikami Urzędu i podległych zakładów budżetowych, przypatrując się ich funkcjonowaniu. Wymieniam uwagi z kierownictwami na temat możliwości zmian w ich funkcjonowaniu.

-Co chciałby Pan zrealizować ze swoich zapowiedzi przedwyborczych?

-Przede wszystkim będę się starał usprawnić działanie administracji samorządowej, by petenci byli obsługiwani sprawnie, terminowo i kompetentnie. Chcę kontynuować rozpoczęte inwestycje komunalne, aby w pełni wykorzystać działanie oczyszczalni ścieków. Pragnę zadbać o zwiększenie bezpieczeństwa w mieście poprzez poprawę stanu dróg, chodników, oświetlenia. Pierwsze zadanie w tym temacie chciałbym przedłożyć Radzie Miasta już w trakcie najbliższych dwóch tygodni. Będzie to wykonanie kanalizacji deszczowej oraz remontu jezdni i chodników na ulicy Chocieszyńskich. Ulica ta jest jedną z wizytówek miasta z uwagi na położony przy niej stadion, a przede wszystkim decydujący wpływ na remont mają tutaj względy bezpieczeństwa. Dzieci podążające ta ulicą do szkoły zmuszone są iść poboczem jezdni, ponieważ nie ma chodnika. Jest to w mojej opinii najniebezpieczniejsza ulica w mieście. Chciałbym, aby ta inwestycja została zakończona do lipca przyszłego roku. Jeszcze przed głównymi uroczystościami jubileuszu 700- lecia miasta. Na drugą połowę roku można by wtedy zaplanować budowę kanalizacji sanitarnej na ulicach Poznańskiej, Garbary, Placu Anny i Bukowskiej, remont ulicy Poznańskiej, ponieważ wyremontowana ulica Chocieszyńskich mogłaby wraz z ulicą Nowaczyka przejąć na siebie ciężar arterii wjazdowej do miasta od strony Poznania. W dalszej perspektywie mam na uwadze lepsze wykorzystanie OsiR-u, nie chciałbym na razie konkretyzować tych planów, bo myślę o nich w perspektywie współpracy z "powiatem" i chciałbym je przedyskutować z nowymi władzami powiatu. Leży mi na sercu poprawa wyglądu estetycznego miasta.

-Jakie sprawy wymagają najpilniejszego rozwiązania?

-Przedkładam właśnie Radzie problem przejęcia przez gminę dwóch budynków po byłych zakładach mięsnych. Syndyk pragnie się ich pozbyć, a gmina ma prawo je przejąć za długi. Mam pomysł by przeznaczyć je na mieszkania komunalne oraz przysposobić dla potrzeb opieki społecznej. Do końca roku musi się rozstrzygnąć przetarg na obsługę targowiska miejskiego. Po oględzinach tego miejsca oraz konsultacjach, dochodzę do wniosku, że jego funkcjonowanie musi zostać gruntownie przeorganizowane. Panuje tam, bowiem nieporządek brakuje parkingów, a w dni targowe to, co dzieje się na drogach dojazdowych to duże nieporozumienie. Trzeba zmienić organizację ruchu by zniwelować zagrożenie bezpieczeństwa, wprowadzając ruch jednokierunkowy. To jest jeszcze faza pomysłu, będę to jednak chciał uregulować.

-Przed wyborami był Pan kojarzony z osobą, która jest zdolna do podjęcia odważnych zmian w Urzędzie, również poprzez decyzje kadrowe...

-Nie mam żadnych obciążeń, gdyż przychodzę z zewnątrz. Jestem po pierwszym spotkaniu z pracownikami. Powiedziałem na nim, że pociąg, którym wszyscy wspólnie ja i załoga jedziemy odjechał ze stacji 20 listopada. Ja, jestem kierownikiem tego pociągu i chcę, aby on sprawnie podążał. Następny przystanek będzie za pół roku i wtedy ci, którym nie będzie ze mną po drodze będą mogli wysiąść. Pragnę zaznaczyć, że oceniam ludzi przez pryzmat fachowości, pracowitości i lojalności. To dotyczyć będzie wszystkich podległych mi pracowników zarówno w UMiG jak i w zakładach budżetowych gminy. Wracając do funkcjonowania Urzędu to pragnę powołać Biuro Obsługi Mieszkańców z miłą obsługą, aby petent wchodząc załatwić swoją sprawę dobrze się czuł, znał termin załatwienia sprawy w pozytywnym przypadku. Od grudnia każdy pracownik będzie miał już swój identyfikator, co wpłynie również na ich mobilizację.

-Społeczeństwo grodziskie jest ciekawe, kto zostanie Pana zastępcą?

-Nie jest to żadną tajemnicą. Z dniem 1 grudnia powołam na to stanowisko Romana Jajczyka. Nie zamierzam dokonywać zmian na stanowiskach sekretarza Gminy i Skarbnika Gminy. Funkcje te nadal będą pełnić Jan Koza i Iwona Prusak.

-Panie Burmistrzu proszę na zakończenie uchylić rąbka tajemnicy i opowiedzieć, Grodziszczanom jak przebiega życie prywatne pierwszego obywatela Grodziska?

-Jestem żonaty, żona Grażyna przebywa na rencie inwalidzkiej. Mam dwójkę dorosłych dzieci. Córka Natalia jest już mężatką, syn Hubert kończy studia na poznańskiej Politechnice i też wkrótce zamierza zmienić stan cywilny. Moim hobby jest motoryzacja. Z tego tytułu jestem rzeczoznawcą samochodowym. Temu, oraz mojemu trzy letniemu wnukowi Mikołajowi poświęcałem dotychczas mój wolny czas.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał:
Sebastian Skrzypczak


..:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':..

Grodziska Biblioteczka Regionalisty
nowości wydawnicze.


Edward Laskowski: "Miejscowości parafii Jabłonna Dekanatu Grodziskiego", Wydawnictwo Muzeum Ziemi Grodziskiej przy MGOK w Grodzisku oraz Towarzystwa Miłośników Ziemi Grodziskiej, w: "Grodziskie Zeszyty Historyczne", nr 10, Grodzisk
Wlkp. 2002, ss.156, ilustracje, mapy.

Pasje historyczne Edwarda Laskowskiego są doskonale znane wszystkim czytelnikom "Panoramy Grodziskiej" oraz "Kroniki Panoramy Grodziskiej", gdzie od kilku lat współtworzy Grodziski Powiatowy Słownik Biograficzny. Jest on również autorem kilku książek wydanych w ramach serii "Grodziskie Zeszyty Historyczne". We wspomnianej serii wydał w 1999 roku publikację pt. "Rakoniewice i okolica (fakty, wydarzenia, ciekawostki)" oraz w 2000 roku książkę pt. "Gdzie szum Prutu, Czeremoszu tam moje korzenie", która spotkała się z ogromnym zainteresowaniem czytelników w całym kraju i nie tylko.
Chociaż kresowiak z urodzenia, od wielu lat zbiera i dokumentuje historię ziemi rakoniewickiej, stając się jednym z najpłodniejszym regionalistów w powiecie grodziskim.
Najnowsza publikacja Edwarda Laskowskiego pt. "Miejscowości parafii Jabłonna Dekanatu Grodziskiego" jest kontynuacją jego dotychczasowych zainteresowań. Tym razem autor powrócił do miejscowości Jabłonna w gminie Rakoniewice, która stała się jego drugim domem po wysiedleniu z Trójcy na Pokuciu. W swojej niezwykle ciekawej książce przedstawia nie tylko bogatą i niezwykle zawiłą historię Jabłonnej, ale również innych miejscowości należących do parafii rzymskokatolickiej w Jabłonnej, do której należą: Blinek, Błońsko, Komorówko, Kuźnica Zbąska, Wioska, Wola Jabłońska i oczywiście Jabłonna. Ogromnym walorem książki jest to, że autor nie tylko korzystał ze źródeł pisanych, ale sięgnął do bogatych przekazów ustnych, które nigdy dotychczas nie zostały opublikowane i funkcjonowały jedynie pośród najstarszych mieszkańców miejscowości. Dzięki tej publikacji wiele z nich ocaleje, stając się zarazem ogólnie dostępnym dobrem.
Najnowsza książka Edwarda Laskowskiego z całą pewnością zasługuje na największą uwagę i powinna się znaleźć w każdej grodziskiej biblioteczce regionalisty.
Książkę można nabyć w Księgarni przy ulicy Szerokiej w Grodzisku oraz na stoisku handlowym pana Piotra Bergera.
Dariusz Matuszewski


Dariusz Matelski : "Niemcy w Polsce w XX wieku", Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa-Poznań 1999, ss. 464, ilustracje, mapy, tabele.

Doktor Dariusz Matelski z Instytutu Historii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu znany jest w naszej lokalnej społeczności grodziskiej od wielu lat. Z dużym zainteresowaniem spotkała się jego rozprawa doktorska pt. "Mniejszość niemiecka w Wielkopolsce w latach 1919-1939" (Poznań 1997), która była omawiana już na łamach naszej gazety ["Panorama Grodziska", nr 2/3 (5/6), luty-marzec 1999, s. 2], Był on także autorem niezwykle ważnej dla nas publikacji pt. "Grodzisk Wielkopolski. Dzieje powiatu i starania o jego restytucję" (Grodzisk Wlkp. 1998), która była liczącym się argumentem dla władz państwowych przy tworzeniu w 1998 r. powiatu grodziskiego.
Tym razem ten niezwykle płodny autor (nb. w latach 1997-2001 ogłosił drukiem łącznie ponad trzysta publikacji na łamach polskich i niemieckich czasopism naukowych i prac zbiorowych), opracował dzieje mniejszości niemieckiej na ziemiach polskich w całym dwudziestym wieku. Ta niezwykle interesująca i poparta bogatym materiałem źródłowym książka składa się z sześciu rozdziałów. W pierwszym z nich ukazano dzieje osadnictwa niemieckiego na ziemiach polskich przed 1918 r. Rozdział drugi omawia dzieje diaspory niemieckiej w latach Drugiej Rzeczypospolitej (1918-1939). W rozdziale trzecim zaprezentowano hitlerowską politykę narodowościową wobec Niemców i Polaków oraz innych narodowości, realizowaną w latach okupacji ziem polskich (1939-1944/45). Rozdział czwarty ukazuje dzieje Niemców w latach Polski Ludowej (1944-1989). W rozdziale piątym omówiono dzieje mniejszości niemieckiej w Trzeciej Rzeczypospolitej (1989-1998). Natomiast ostatni rozdział - szósty - prezentuje miejsce ludności niemieckiej w historiografii. W rozdziałach od drugiego do piątego przyjęto jednolitą strukturę narracji, która obejmuje: uwagi wstępne, liczbę i rozmieszczenie Niemców, ich sytuację prawną, politykę narodowościową państwa, stosunek społeczeństwa, dzieje diaspory niemieckiej w Polsce, miejsce Niemców w Polsce w polityce państwa niemieckiego, ich stosunek do państwa polskiego oraz uwagi końcowe. Książka posiada także obszerną bibliografię oraz indeksy: osobowy, nazw geograficznych i rzeczowy, po których łatwo można odszukać interesującą czytelnika informację - także dotyczącą naszego miasta i regionu.
Niezależność sądów autora, która ułatwiła poznanie i wczucie się w atmosferę bycia mniejszością narodową w państwie polskim, pozwoliła także spojrzeć "bez gniewu i zawziętości" (Tacyt) na dzieje tej grupy etnicznej, oczyma nie rządzącej większości polskiej, lecz mniejszości narodowej uzależnionej od państwa polskiego. Dzięki temu wypracowany w książce punkt widzenia jest - do dzisiaj - zasadniczym novum i trwałym odejściem od panującego powszechnie (mimo pewnych kosmetycznych korekt po 1989 r.) wśród polskich niemcoznawców stereotypu badawczego.
Upadek PRL w 1989 r. i zjednoczenie Niemiec w 1990 r. - zdaniem autora -stworzyły po raz pierwszy w XX w. możliwość bardziej trzeźwego spojrzenia na wspólną tysiącletnią przeszłość i sąsiedztwo. Symbolicznym wyrazem tych zmian była msza pojednania (w języku polskim i niemieckim) w Krzyżowej (Kreisau) w listopadzie 1989 r. z udziałem premiera Tadeusza Mazowieckiego i kanclerza Helmuta Konia.
Przez Niemców w Polsce autor rozumie osoby narodowości niemieckiej będące obywatelami polskimi, które przyznawały się do niemieckiej tradycji narodowej. Posługiwały się one zazwyczaj (z wyjątkiem okresu po 1945 r. gdy zakazano im nauki w języku ojczystym) językiem niemieckim (wskazywanym w spisach powszechnych jako język ojczysty - Muttersprache) oraz uważały ziemie polskie jedynie za małą (prywatną) ojczyznę (Heimat), a Rzeszę Niemiecką za ideologiczną (dużą) ojczyznę (Vater1and). Natomiast dla lat 1939-1945 uwzględniono także Niemców z Rzeszy (Reichsdeutsche) wykonujących na okupowanych ziemiach polskich funkcje administracyjne oraz przesiedleńców narodowości niemieckiej z Europy Środkowowschodniej (np. Niemców z krajów nadbałtyckich - tzw. Baltendeutsche lub potocznie "baltoki" - osiedlanych głównie w Kraju Warty).
Autor kreśli również dwa warianty działalności Niemców w Polsce w przyszłości: 1. wariant pesymistyczny: mniejszość ta stanie się elementem spajającym stosunki polsko-niemieckie (pomostem), a poprzez zachowanie lojalności wobec państwa osiedlenia oraz więzów kulturowych z ojczyzną (Niemcami) zachowa swoją tożsamość narodową. Pozwoli to na rzeczywiste pojednanie między obydwoma narodami skazanymi przez historię na wieczne sąsiedztwo; 2. wariant pesymistyczny: politycy niemieccy, wzorem władz Trzeciej Rzeszy, po rozwiązaniu problemów integracyjnych wewnątrz Niemiec wykorzystają mniejszość niemiecką, zamieszkałą głównie w zachodnich częściach Polski, do dezintegracji państwa polskiego. Pozycja ekonomiczna zjednoczonych Niemiec może okazać się groźniejszym argumentem w polityce Bonn/Berlina wobec Warszawy niż wojska Hitlera. Jak dotychczas sprawdza się wariant pierwszy. Dziesięć lat działalności mniejszości niemieckiej w Trzeciej Rzeczypospolitej pokazało, iż jednoznacznie opowiedziała się ona za pełnieniem roli pomostu między Trzecią Rzeczypospolitą i Republiką Federalną Niemiec - stając się pozytywnym czynnikiem w pojednaniu obu narodów, sąsiadów od tysiąca lat.
Dla uatrakcyjnienia narracji autor przytacza także liczne anegdoty o Polakach i Niemcach oraz satyryczne wierszyki- Oto przykłady: "Leistungs-Polaki, Przygotujcie sraki - Idą Rusaki" (s. 214); "W krąg triumfalne słychać granie,/ rogów rozlega się muzyka, / bo druh nasz, Niemiec, wilka strzelił!/ (a Polak znowu strzelił byka..." {s. 144); "Niemiec! Gęba jak u świni, / Wszystko co bądź robi, to z powagą czyni./ Więc z powagą kradnie, z powagą rozbija,/ Z powagą co chwila bierze się do kija" (s. 150) i jako ostatni - o rasie nordyckiej: "Dama!!! Gdy idzie, słychać ją z oddali-/ Stopa potężna: osiemnaście cali,/ głos, co go nazwać głosem nie sposób,/ Biust na dwanaście albo więcej osób,/ Dłoń spojrzeć na nią, jest zachodu warte,/ Dla rękawiczki osiem i trzy czwarte,/ Kark, tylko zaprządz i ciągnąć nim pługi,/ Oto nordycka rasa numer drugi" (s. 151). Takich ciekawostek w książce jest sporo.
Prezentowana książka jest wybitnym osiągnięciem poznańskiego środowiska historycznego, które jako pierwsze zaproponowało w omawianej książce całościowe ujęcie dziejów Niemców i stosunków polsko-niemieckich w XX wieku. Dzięki tej książce autor stał się najwybitniejszym w Polsce znawcą dziejów mniejszości niemieckiej.
Książkę można jeszcze nabyć w cenie 20 zł w Księgarni Naukowej PWN w Poznaniu przy ul. Wodnej 8/9, tel./fax 851-74-94.

Dariusz Matuszewski

..:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':..

Młodzieżowa moda na folklor!!!

Powstałe gimnazja stały się ogromnym ośrodkiem integracyjnym młodzieży wsi i miasta. Doskonale widać to na przykładzie Gimnazjum nr 2 w Grodzisku Wlkp., które w tym roku zostało przekształcone w Gimnazjum w Grodzisku Wielkopolskim. Do tej szkoły uczęszcza znaczny odsetek młodzieży wiejskiej. W każdym roczniku można wyodrębnić nawet trzy pełne klasy uczniów mieszkających na wsi. Utarła się opinia, że w klasach gdzie dominuje młodzież wiejska uczniowie mają większe kłopoty z przyswojeniem materiału niż w klasach z dominacją dzieci z miasta. Niestety z własnego doświadczenia zauważyłam także potwierdzenie tej teorii. Jednak myślę, że może część winy spoczywa także na bazie materiału dydaktycznego. Otóż w dzieciach tych spoczywa inny, ogromny potencjał, którego często zdarza nam się nie zauważać.
Mogę podać tu choćby przykład lekcji dotyczącej analizy tekstu "Pana Tadeusza" Adama Mickiewicza. Młodzież ze wsi doskonale orientowała się co to jest "świerzop", "gryka", a nawet potrafili wskazać gdzie najbujniej rośnie "dzięcielina". Nie mieli najmniejszych kłopotów z opisem "pobielanych ścian" czy "dworku zewsząd chędogiego". Ten odległy świat literatury stał się dla nich bliższy a nawet swojski. Jakaż radość zapanowała w klasie (uważanej za słabą) gdy powiedziałam im, że należą do mniejszości klas, w których uczę, a które bez tłumaczenia rozumieją powyższe terminy. Nasza dyskusja znacznie się ożywiła gdy uczniowie zaczęli podawać słowa i opisy używane przez ich babcie i dziadków. Nagle okazało się, że książka uważana przez nich dotąd za nudną, długą i męczącą, zawiera na swych kartach coś ich własnego, co można analizować na lekcji i nie tylko, że nie trzeba się tego wstydzić ale nawet jest to powodem dumy.
Sądzę, że takie podejście do realizacji materiału byłoby bardzo korzystne dla uczniów a także sprawiało satysfakcję nauczycielom. Trudno byłoby mi wypowiadać się z zakresu materiału innych przedmiotów ale na bazie języka polskiego, którego uczę w gimnazjum, mogę powiedzieć, że jest ogromny zasób lektur podejmujących temat wsi. Na zajęciach dodatkowych, które prowadzę z młodzieżą zauważam również ogromną wiedzę dzieci pochodzących ze wsi na temat obrzędów, zwyczajów świątecznych i szeroko pojętego folkloru. Mało tego, są uczniowie, którzy czynnie uczestniczą w tych obrzędach czy nawet należą do zespołów folklorystycznych.

W Wielkopolsce tradycyjny folklor wyraźnie zanika. Jednak w okolicach Grodziska można spotkać niewielu pojedynczych informatorów, którzy pamiętają tradycyjne wielkopolskie przyśpiewki. Tradycje i obrzędy żywo związane ze świętami i etapami życia ludzkiego zamierają i odchodzą w niepamięć. Ludzie mieszkający na wsi, poprzez swą pracę byli silnie związani z przyrodą, a co za tym idzie z przemianami w niej zachodzącymi. Każda pora roku niosła za sobą inne obowiązki i zmianę wykonywanych czynności. Społeczność wiejska pracowała na roli i to dzięki niej zapewniała sobie byt, status społeczny i należne miejsce na ziemi. Wszelkie zachodzące zmiany wiązały się z obrzędami i bogatą tradycją za nimi stojącą. Zarówno rodzaj wykonywanej pracy jak i zwyczaje z nią związane przywiązywały ludzi do jednego miejsca i wyznaczały granice poznawanego przez nich świata. Praca i wspólne kultywowanie tradycji wytwarzały więź społeczną budującą uczucie przynależności do danego miejsca i grupy ludzi. To dzięki tym elementom społeczność wiejska wytworzyła model małej, prywatnej ojczyzny i wszyscy jej członkowie czuli się za nią współodpowiedzialni. Dzisiejsze przemiany, związane z wprowadzeniem nowych technologii i migracją ludności wiejskiej do miast, niosą za sobą zmianę wartości, obumieranie tradycji, a co za tym idzie zanik obrzędów ludowych. Już mało kto pamięta tradycje wielkopolskie i towarzyszące im przyśpiewki. Osoby, które je znają i mogą przekazać to w większości członkowie zespołów folklorystycznych. Dla nich teatr otwiera nowe perspektywy, daje im możliwość przekraczania własnych granic. Chęć bycia kimś innym niż się jest w istocie tkwi głęboko w naturze ludzkiej. Wszyscy chcemy się wydać inni niż jesteśmy w rzeczywistości - lepsi, szlachetniejsi, piękniejsi. Człowiekowi od początku jego dziejów towarzyszy nie zawsze w pełni uświadomione marzenie i tęsknota za innością, odmianą, przeobrażeniem. To przeobrażenie umożliwiła mu maska teatralna. Wielce znamienny jest fakt, że osobowość - podstawowy termin dla nauk psychologicznych, często kształtujemy sami głównie w okresie naszego dzieciństwa, jak i przez całe swe dorosłe życie. Stwórzmy więc najdogodniejsze warunki naszym dzieciom do rozwijania ich bogatej i pięknej osobowości.

mgr Sławomira Kluczyńska - Kuleczka


..:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':..

Wybraliśmy samorząd.

Powyborcza analiza kampanii i wyborów samorządowych w Grodzisku.

Minęły wyborcze emocje, czas na tradycyjną powyborczą analizę tego, co zaszło w mieście. Tym razem przychodzi ona trudniej gdyż, środowisko związane z Towarzystwem Miłośników Ziemi Grodziskiej wzięło w tegorocznych wyborach samorządowych bierny udział (czynnie występując w roli kandydatów), a trzy osoby z nim związane, w tym piszący te słowa zdobyły mandaty radnych. Wiadomo, iż kiedy uczestniczy się w jakimś przedsięwzięciu zatraca się względem niego obiektywizm. Mając jednak na względzie wagę wydarzenia, jakim były wybory samorządowe oraz zainteresowanie, jakie one wywołały w lokalnej społeczności nie sposób, aby nie znalazły one odzwierciedlenia w lokalnym opiniotwórczym piśmie do miana, jakiego aspiruje "Panorama".
Pierwszy raz doszło do bezpośrednich wyborów burmistrzów i wójtów. Wywołały one największe emocje z pośród wszystkich wyborczych wyścigów. Personalne wybory w wielu miejscach rozogniły lokalne społeczności, budząc ducha politycznej rywalizacji. W gminach powiatu grodziskiego bezapelacyjny sukces odnieśli Jerzy Józef Sieradzan w Rakoniewicach, Włodzimierz Wieczorek i Adam Łanieiecki. Dwaj pierwsi wyraźnie pokonali swoich kontrkandydatów, a burmistrz Łaniecki wygrał...bo nie miał alternatywy. Wielichowo wydaje się być ewenementem w skali kraju - 80 % poparcie dla kandydata na burmistrza i 13 radnych (na 15) z pro burmistrzowskiego bloku "Przyjaciół Straży Pożarnej" dają dziwną jak na polskie doświadczenia jednomyślność.
Podziw budzi również styl, w jakim na fotel burmistrza Rakoniewic powrócił J.J. Sieradzan. Pokonał on w wyborczym wyścigu urzędującą Panią burmistrz Zdzisławę Nadobnik, miażdżącą różnicą głosów. W Kamieńcu i Grodzisku dla rozstrzygnięcia wyboru o tytuł pierwszego obywatela gminy potrzeba było dwóch tur głosowania. Ich rezultat przyniósł detronizację dotychczasowych włodarzy: Krzysztofa Mazurka, którego pogrążył Sekretarz Gminy Piotr Halasz i Waldemara Kandulskiego, z którym wygrał Henryk Szymański.
W naszej grodziskiej gminie do wyborczego wyścigu o burmistrzowski fotel zgłosiło się siedmioro kandydatów. Ochotę na wyborczy start od wielu miesięcy potwierdzali Roman Kominek i Andrzej Rzepecki, działający w strukturach lokalnych SLD. Kandydaci nie zdołali zapewnić sobie jednak poparcia najsilniejszej organizacji politycznej Grodziska. Występując poza partią znacznie ograniczyli swoje szanse na zwycięstwo. Nie potrafili przeprowadzić skutecznej akcji propagandowej, aczkolwiek A. Rzepecki dosyć dobrze zaprezentował się w debatach otwartych i gdyby zdołał zapewnić sobie poparcie Sojuszu, a co za tym idzie pomoc logistyczną z pewnością odegrałby większą role w wyborczym wyścigu do ratusza.
Regina Ratajczak jedyna kobieta w wyborczym wyścigu wyraźnie nie trafiła z ofertą propagandową w gusta Grodziszczan. Plakaty reklamujące jej komitet wyborczy były mało czytelne, a próby wyjścia do społeczeństwa poprzez festyny okazały się w tej kampanii strzałem chybionym. Z pewnością tym należy tłumaczyć, iż nie przełożyła się popularność kandydatki z sondażu przedwyborczego Gazety Poznańskiej, który R. Ratajczak wyraźnie wygrała.
Wśród wielkich przegranych wyborów burmistrzowskich należy postawić grodziski SLD. Sojusz skutecznie przez ostatni rok promował kandydaturę Henryka Szymańskiego, który w momencie decydującym o rejestracji list postanowił zerwać się "z łańcucha" swoim partyjnym towarzyszom i przeniósł się na łono ludowców z PSL. SLD - owcy w trybie awaryjnym przysposobili sobie "na kandydata" Andrzeja Hemmerlinga, bezpartyjnego bankowca, nie związanego zawodowo z Grodziskiem. Kandydat jawił się jako fachowiec od pieniędzy, co stanowiło atut, ale zbyt krótki czas na promocje i brak doświadczenia politycznego kandydata, sprawiły, że nie odniósł on sukcesu. Dla, wielu Grodziszczan o lewicowym światopoglądzie powstał, dość poważny dylemat gdyż do tego elektoratu mogli aspirować oprócz kandydata SLD, także wymienieni wcześniej: R. Kominek, A. Rzepecki i Ryszard Wosiński, który nie ukrywając swojej politycznej biografii również swoim programem przemawiał do lewicowego grona.
Kampania byłego Naczelnika ZHP w opinii wielu była najbardziej pomysłowa, ale zbyt krótka. Z ust wielu wyborców padały zarzuty o tym, że kandydat Wosiński to grodziska wersja Tymińskiego. Tymczasem jako jedyny, kandydat komitetu wyborczego Wspólny Grodzisk ujawnił swoje oświadczenie majątkowe. Jego wezwanie do przejrzystości i jawności gry wyborczej okazało się jednak wołaniem "głuchego na puszczy", a lokalna prasa właściwie nie zainteresowała się tym problemem, bardzo mało miejsca poświęcając relacjonowaniu wyborczego wyscigu.
Wejścia do drugiej tury kandydata komitetu Wspólny Grodzisk pozbawił ... największy atut. Zgody na przyjazd do Grodziska, nie otrzymał Minister Gospodarki Jacek Piechota, prywatnie przyjaciel kandydata.. W tej sprawie po linii partyjnej interweniowała prawdopodobnie sama "baronowa" Łybacka. Minister Piechota miał odwiedzić nasze miasto na trzy dni przed wyborami. Szkoda, bo ministrowie bardzo rzadko pojawiają się w Grodzisku zwłaszcza odpowiadający za tak newralgiczny obszar jak gospodarka. Pozostała, więc tylko ulotka ze zdjęciem, na którym kandydat pozuje w serdecznym uścisku z byłym podwładnym harcerzem.
Waldemar Kandulski urzędujący burmistrz zrezygnował z prowadzenia otwartej kampanii wyborczej. Przyjął mylną zasadę, że sukcesy dwóch ostatnich kadencji obronią się same. Niestety dla burmistrza, nikt nie pamiętał o budowie kanalizacji, stacji uzdatniania wody, ani przygotowywaniu instytucji dla powstającego powiatu (urzędu skarbowego, straży pożarnej) natomiast postrzegano złe funkcjonowanie urzędu, niezdecydowanie włodarza miasta w podejmowaniu decyzji i postępowanie wielu współpracowników, które poruszały opinie publiczną. O niecałe 150 głosów urzędujący burmistrz zapewnił sobie wyborczą drugą turę, pokonując Ryszarda Wosińskiego. Nie wystarczyło to jednak na odniesienie wyborczego sukcesu pomimo tego, że w drugiej, wsparł się już (dopiero) materiałami propagandowymi.
Nowym szefem naszego miasta został Henryk Szymański. Jeszcze długo pozostanie tajemnicą wąskiego grona osób, dlaczego H. Szymański wycofał się najpierw z wyborczego wyścigu i "za pięć dwunasta" zarejestrował się z PSL - owskim komitetem tworzonym naprędce przez "dwie i pół rodziny". H. Szymański ograniczył swoją kampanię wyborczą do plakatów i ulotek wyborczych. Unikał spotkań i debat politycznych. To jednak nie przeszkodziło mu w uzyskaniu najlepszego wyniku w pierwszej turze i ostatecznego zwycięstwa w drugiej z liczbą głosów przekraczającą trzy tysiące. Do Henryka Szymanskiego niczym Lecha Kaczyńskiego przylgnął wizerunek bezkompromisowego szeryfa, który może oczyścić Grodzisk niczym starożytną stajnię Augiasza z niekompetentnych urzędników. Takie jest żądanie grodziskiej ulicy wyrażone werdyktem wyborczym. Grodziszczanie oddając głos na Henryka Szymańskiego głosowali za nowym obliczem miasta, w którym władza jest silna, stabilna i zdolna do przezwyciężenia "marazmu grodziskiego błotka" oraz potrafi zamienić stagnację na pozytywny ruch ku nowoczesności. Trudne zadanie uniesienia tego ciężaru spływa na osobę nowego burmistrza by udowodnić społeczeństwu, że jest zdolny spełnić te oczekiwania. Zadaniem wszystkich Grodziszczan także tych, którzy w kampanii wyborczej występowali po przeciwnych stronach barykady jest w tym momencie opowiedzenie się po stronie tych oczekiwań, bo zasadą demokracji jest wsłuchiwanie się w głos jej podmiotu, jakim są wyborcy.
Oprócz wyborów burmistrzów wiele uwagi skupiała kampania wyborcza do rady miasta. W grodziskich realiach jeszcze raz potwierdziła się teza, iż wyborca głosuje na znane osoby, które pozytywnie odcisnęły się już wcześniej na życiu lokalnej społeczności. Porażkę odnieśli kandydaci, którzy do tej pory nie brali udziału w życiu społecznym miasta i wielu radnych do tej pory piastujących mandaty. Ponad połowę Rady stanowią "debiutanci". Nie zabrakło jednak miejsca dla kilku "starych wyjadaczy". Wyniki osiągnięte przez Stanisława Zyska, Alinę Kachlicką, czy Henryka Wróblewskiego świadczą o tym, że społeczeństwo doceniło ich dotychczasowe zaangażowanie w sprawy miasta.
Z pewnością wyborcze wyniki przewróciły troszkę do góry nogami lokalną scenę polityczną. Przez ich pryzmat i wcześniej prowadzonej kampanii wyborczej można zawyrokować o słabości partii politycznych na naszym terenie. SLD poczytuje sobie za sukces wprowadzenie do rady trzech radnych, jednak można mieć, co do tego wątpliwości zważając na to, że to najsilniejsza organizacja polityczna w mieście dysponująca szeroką kadrą, aparatem i zapleczem logistycznym. Pomimo tego, że, Grodziskiem formalnie rządzi PSL to jednak chłopska organizacja jest nieco rozbita i nowy zastępca burmistrza, a jednocześnie powiatowy lider ludowców ma przed sobą ciężką pracę organizacyjną nad odbudową kadr. Uległy one rozbiciu, gdy sympatyzujący do tej pory z PSL- em tandem Marek Kinecki - Waldemar Kandulski postanowił w tegoroczne szranki wyborcze wstąpić w formule komitetu wyborców "Twój Samorząd". PSL przepadł również w powiecie nie zdobywając mandatów w dwóch z trzech okręgów. Grodziska prawica jest rozbita i właściwie reprezentuję ją w tej chwili kilka nazwisk. Wśród nich należy wymienić radnego powiatowego Macieja Szumskiego oraz Przemysława Smulskiego, który jednak przez brak lokalnego porozumienia "ponad podziałami" nie zdołał przebić się do Sejmiku Wojewódzkiego. Wokół tych osób jest jednak w stanie zawiązać się w przyszłości poważna struktura zdolna do aspirowania do władzy na lokalnym szczeblu.
W naszych gminnych wyborach bardzo dużą rolę odegrały lokalne komitety wyborców zawiązywane przez środowiska i grupy interesów. Po raz kolejny swoich przedstawicieli wprowadził do rady Miasta Społeczny Komitet Obywateli. Po trzech radnych reprezentuje Gospodarną Gminę - komitet kojarzony z grodziskim rzemiosłem i oraz Wspólny Grodzisk, który stał się polityczną emanacją TMZG.

Sebastian Skrzypczak

..:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':....:'':..